List do siebie samej

emile-seguin-209058

Niektórzy mówią, że lepiej spróbować i żałować, niż żałować, że się nie spróbowało. Kompletnie się z nimi nie zgadzam. Gdy coś mnie boli lub zdenerwuje, często reaguję bardzo emocjonalnie. Moje emocje szybko się rozwijają i równie szybko znikają. Choć ostatnio zamykam je wewnątrz siebie i nie pozwalam im pokazać światu, co tak naprawdę czuję. Blog miał być jedyną możliwością ujawnienia się ich. Takim bezpiecznym pokojem, gdzie ożyją i zostaną by nie ranić mnie i innych. Powoli faktycznie zaczyna tak być, jednak żałuję. Żałuję, że odkryłam to miejsce tak późno. Bo czasem gdy przytłacza mnie ból odrzucenia, niedocenienia, osamotnienia – próbuję znaleźć kogoś, kto mnie wesprze. Jest to niesamowicie egoistyczne, ale wiem, że inaczej nie dam rady. W tym czasie, gdy moja uwaga skupiona jest na ratowaniu siebie. Potrzebuję by ktoś dał mi to, czego nie dostaję od osób, które w danym momencie wydają mi się ważniejsze. Właśnie tego żałuję. Nie powinnam próbować, nie mogę siebie uratować. To wynika z mojej natury. Gdybym nie szukała kogoś, kto pomoże mi stanąć na nogi, nie musiałabym się później bać, że przez moje chwilowe załamanie mogę coś stracić. Coś co jest naprawdę dla mnie ważne. Właściwie nie powinnam wychodzić z założenia, że cokolwiek mi się należy. Tak chyba jest lepiej. Jeśli nic mi się nie należy to o nic nie mogę mieć pretensji. Właśnie dlatego droga E, nie czuję bólu, że masz bardziej seksowny głos ode mnie. Nie jestem zła ani zazdrosna, nawet nie jestem smutna. Nigdy nie będę. Właściwie to ja powoli przestaję czuć cokolwiek. Chyba mogłabym nazwać to wypalaniem się miłości. Problem w tym, że ja już nie wiem, czy wypalam miłość do niego, czy do siebie. Chciałabym pogrążyć się w otchłani swoich emocji, ale one pomału też przestają istnieć. Nawet gdy popełnię błąd – nie potrafię już przeprosić. Chyba stałam się strasznie oschła i wyrachowana, i jeszcze nie wiem czy mi się to podoba. To wszystko jest tak bardzo do mnie niepodobne. Gdy przychodzi wiosna, wewnątrz mnie panuje zima.

Puszka Pandory

poor-1151572_960_720Na wstępie wszystkich przeproszę. Dawno nie pisałam. Obecnie większość moich czytelników, to po prostu moi znajomi. Więc myślę, że mogąc ze mną porozmawiać na co dzień, specjalnie się nie stęsknili za nowym tekstem. Druga sprawa jest taka, że przymierzam się do przeniesienia bloga, na prywatną domenę. Nie chcę inwestować w Wordpessa, a dość szybko zauważyłam, że potrzebuję nowego szablonu. Takiego, w którym istnieje podział na kategorie. Chcę mieć tą wygodę pisania o tym, na co w danej chwili mam ochotę, a nie ograniczać się do jednej konkretnej tematyki.

Niedawno z koleżanką rozmawiałyśmy o marzeniach. O tym czy je mamy, że będąc dzieckiem łatwiej było marzyć, a rzeczy wydawały się bardziej odległe i magiczne. Jak to wygląda obecnie? Obecnie mamy tylko cele. Bo czy wyjazd do Chin lub Japonii możemy nazwać marzeniem? Przecież i tak to zrobimy. To tylko jakiś odległy cel w naszym życiu, który się spełni w pewnym odstępie czasu. Nie jest niczym wybitnie trudnym, czym będziemy mogli się szczycić do końca życia. Przynajmniej nie dla mnie. Ja zawsze miałam wewnętrzne poczucie, że jestem stworzona do czegoś więcej.

Więc może nie mam marzeń? Tego typu marzeń, które sama jestem w stanie osiągnąć. Do wczoraj tak myślałam i stwierdziłam, że jednak nie. Mam marzenie, które może dla innych wyda się błahe, ale dla mnie jest bardzo trudne. Osiągnięcie go, może być drogą przez mękę. Jednak dzięki niemu, będę mogła stać się lepszym człowiekiem.

Żeby dojść do tego co owym marzeniem jest, zacznijmy od początku. W pewnym okresie swojego życia przez błąd lekarza zachorowałam na zapalenie skóry. Byłam wtedy jeszcze dzieckiem i nie do końca rozumiałam dlaczego mnie to spotkało. W jednej chwili z dość towarzyskiej i otwartej osoby, stałam się zamkniętą w sobie smutną istotą, chowającą się gdzieś w kącie.

Moja zmiana nie była spowodowana tym, że nie zaakceptowałam tego jak wyglądam. To ludzie mnie nie zaakceptowali. Sami wiecie jakie są dzieci. Często to podłe istoty, które powiedzą Wam wszystko co myślą. Nie zwracając uwagi na to, czy mogą Was zranić. A więc w ciągu tygodnia, z ładnej radosnej dziewczynki, stałam się potworem. Potworem, na którego nikt nie był w stanie patrzeć.

W szkole dowiedziałam się o sobie różnych rzeczy. Mówili mi, że mam mordę jak papier ścierny, że moi rodzice muszą żałować, że nie dokonali aborcji, że nie powinnam żyć. Często słyszałam, że czyjeś oczy krwawią od patrzenia na mnie i powinnam zapłacić mu odszkodowanie. Nie kończyło się tylko na słowach, często byłam bita albo opluwana. Nie chciałam chodzić do szkoły, bo ciężko było skupić mi się na nauce. To wszystko za bardzo bolało moją psychikę.

Z drugiej strony była moja rodzina. Wspaniała rodzina, w której czułam się jak czarna owca. Wszyscy robili coś wielkiego, tylko ja nie. Niby chodziłam do szkoły muzycznej, ale nigdy nie grałam lepiej od mojego kuzyna. Rodzice mieli mi to za złe. Moje oceny w szkole też nie były jakieś wybitnie dobre. Wyglądu się nie czepiali, ale tego że nie potrafię nic osiągnąć – już tak. Za to też potrafiłam nieźle oberwać.

Zawsze bolało mnie to, że rodzice nie potrafili wykorzystać tego, że ja też posiadałam talent. Trzeba go było tylko szlifować. Od zawsze potrafiłam tworzyć figurki. Przychodziło mi to całkiem naturalnie, niczego nie musiałam się uczyć. Zwyczajnie siadałam i wiedziałam co mam robić. Gorzej było z materiałem. Rzeźbić nie miałam w czym, może tylko raz czy dwa próbowałam. To nie były czasy, gdy kupowanie w internecie było tak proste i powszechne jak teraz. Miałam do dyspozycji plastelinę – tylko jednej firmy. Odpowiadały mi jej kolory i twardość. Z czasem dostałam glinę, która też była całkiem dobrym materiałem, gdyby nie to, że tak bardzo brudziła.

Świadomość tego, że ja też coś potrafię, sprawiała że się nie poddawałam. Nie musiałam mieć znajomych. Wystarczała mi jedna przyjaciółka i dziadek, który zawsze był po mojej stronie. Wiedziałam, że cokolwiek by się nie działo, to będzie potrafił uratować mnie przed wszystkimi. Gdy czułam się samotna, to istniała jeszcze cała masa ludzi, których ulepiłam.

Z czasem jednak wyleczyłam się. Gdy nakładam makijaż, to nawet nie widać, że mam na twarzy blizny po chorobie. Zresztą myślę, że obecnie nikomu nie przeszkadzałoby, gdybym wyglądała tak jak wcześniej. Może z wyjątkiem mnie samej.

W moim życiu zaczęli pojawiać się ludzie. Myślę, że dość ciężko było im się tak po prostu do mnie dostać. Dużo z nich się zniechęcało. Musiałam chronić moją delikatną duszę, więc otwarcie się na innych wymagało dla mnie dużego czasu. Część z tych osób się nie poddawała i tak z biegiem czasu zyskałam przyjaciół.

Dzięki tym osobom odzyskałam pewność siebie, zaczęłam zwracać na siebie uwagę oryginalnym ubiorem, kolorowymi włosami bądź makijażem. Pod presją otoczenia z kogoś całkowicie stojącego w cieniu stałam się niezwykle barwna. Jednak to nie było zbyt dobre, bo równocześnie zaczęłam się w tym zatracać.

Teraz żałuję i chciałabym cofnąć czas. Zamiast bezgranicznie ufać społeczeństwu i zdobywać nowych znajomych, których próbowałam przerabiać na przyjaciół, chciałabym ten cały czas poświęcić tym starym przyjaźnią. Ja po prostu…zapomniałam, że istniejecie i kiedy mam problem, to zwyczajnie mogę do Was przyjść.

Wychodzę z założenia, że ludzie z natury nie są źli. Często zwyczajnie nie rozumieją co mamy im do przekazania. Nie rozumieją mojego problemu, bo za słabo mnie znają. Wy drodzy przyjaciele, znacie mnie doskonale i ja też wiem na ile mogę się przed Wami otworzyć.

Moje przeżycia i moje uczucia, są moją prywatną Puszką Pandory. Część z Was jestem w stanie zranić, inną część przerazić. Jeszcze inni pewnie zdecydują, że nie chcą mnie znać. Natomiast po tym wszystkim wiem jedno. Moim marzeniem jest znaleźć równowagę, pomiędzy starą mną a obecną mną. Myślę, że powinnam być gdzieś pośrodku. Jeszcze raz, chciałabym przeprosić wszystkich przyjaciół, których zraniłam.

Uprzejmie donoszę, że w oknie pojawiło się dziecko

pwg9-2fcn0s-rodion-kutsaev

Ostatnio na WP pojawił się artykuł o 17-latce, która porzuciła dziecko i teraz jest ścigana przez prokuraturę. Dziewczyna tak właściwie zostawiła noworodka w oknie życia. W ten sposób dochodzimy do absurdu naszego pięknego kraju, gdzie z jednej strony aborcja jest zła – bo można urodzić i oddać. Jednak z drugiej strony zostawienie dziecka w oknie życia może skończyć się w sądzie.

Z artykułu dowiadujemy się, że dziecko urodziło się kilka godzin wcześniej – czyli zapewne jeszcze w nocy. Możemy wywnioskować, że miejscem narodzin nie był szpital, ponieważ matki z niemowlakami zostają jeszcze przez jakiś czas pod opieką lekarzy. Natomiast opisywany w artykule chłopczyk, miał jeszcze pępowinę. Był owinięty w ręcznik i wyziębiony. Prokuratura próbuje ustalić, czy doszło do przestępstwa porzucenia dziecka i nie zapewnienia mu opieki. Za co nastolatce może grozić do 3 lat więzienia.

Jak na moją logikę to jeśli oddała dziecko do okna życia, gdzie z założenia panują takie warunki, żeby życiu dziecka nie zagrażało niebezpieczeństwo – to nie dokonała żadnego przestępstwa. Niektórzy mogą powiedzieć, że było owinięte tylko ręcznikiem a to już jest zbrodnia. Cóż, tego jak zostało przetransportowane nie wiemy. Przypuszczam, że dziewczyna po prostu nie miała ubrań dla malca i zupełnie nie wiedziała jak się nim zająć, więc zawinęła go i spanikowana nad ranem zaniosła go do okna życia.

Władza wraz z instytucjami kościelnymi jeszcze nie tak dawno walczyła o to, żeby kobiety nie mogły dokonywać aborcji. Dziś instytucja kościelna zgłasza sprawę na policję bo w ich oknie życia pojawiło się dziecko. Wychodzi na to, że cokolwiek zrobisz – robisz źle. Nie rozumiem co tak naprawdę próbują pokazać społeczeństwu. Teraz spora ilość kobiet może się wystraszyć i zamiast po cichu oddać dziecko do okna życia – będzie stosowała nielegalne rozwiązania.

Z innych źródeł dowiedziałam się, że znalazło się dwóch „życzliwych” obywateli, który wskazali rodziców dziecka. Z założenia okna życia powstały po to, żeby bez problemu oraz rozgłosu oddać dziecko i nie mieć z tego powodu żadnych przykrych konsekwencji. Są alternatywą dla porzucania maluchów na śmietniku, w lesie lub jakimkolwiek innym miejscu, gdzie nie będą miały szans na przeżycie. W przypadku zostawienia dziecka w takim oknie, nie powinno nagłaśniać się sprawy, ponieważ miały one być anonimowe – co zapewniało rodzicom względne poczucie komfortu. Jak widać w tym przypadku – to tak nie zadziałało, bo już wie o tym całe miasto a nawet kraj.

Niezmiernie bulwersuje mnie fakt, że kraj w którym do niedawna, trwała zacięta walka między prawem do wolności dla kobiet a prawem do życia dla nienarodzonych dzieci, jest tak niekonsekwentny. Nie potrafię pojąć, dlaczego najpierw obiecuje się coś kobietom, a później z tego wycofuje. Nie potrafię zrozumieć wielu rzeczy, bo tak jak pisałam na początku – Polska jest krajem absurdu.

Czego nie powie Ci Twój konsultant

vsg9u253qvy-gili-benitaPrzez długi okres swojego życia pracowałam jako konsultantka. Jest coś, czym chciałabym się podzielić z osobami, które rozważają tą ścieżkę kariery. W jakiś sposób wydaje mi się, że to nie fair, nie informować Was o niektórych ciemnych stronach tego zawodu.

Pewnie miałaś takie sytuacje, w których koleżanka, ktoś z rodziny albo zupełnie obca osoba namawiała Cię do spotkania. Bo ma super ofertę i musisz z nią o tym porozmawiać. Albo dostałaś stary katalog ze zdrapką, pod którą akurat była do odebrania nagroda. To coś wyjątkowego, bo Tobie nigdy wcześniej nie udało się nic wygrać. Ewentualnie na pewno ktoś wciskał Ci katalog, bo właśnie robi zamówienie i może się skusisz na jakiś produkt. Jeśli to Twoje pierwsze zakupy, to może dostaniesz gratis. W końcu nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś została stałym klientem, a później… wybierzesz się na spotkanie promocyjne.

Jeśli już udało Ci się pojawić na takim spotkaniu, to faktycznie prezent dostaniesz. Zazwyczaj jest to jakiś niewielki gadżet, albo zabieg pielęgnacyjny. Zdarzyło mi się na takim zabiegu być dwa razy – to było cudowne uczucie. Czego możesz się spodziewać, zależy od firmy do jakiej przychodzisz. Są dwie opcje, albo będą próbowali Ci coś sprzedać, albo Cię zatrudnić. W zatrudnieniu też są dwa wyjścia. Możesz robić zakupy dla siebie i znajomych, albo dostajesz umowę zlecenie.

Zleceniówka może wydawać się lepszą opcją, bo na pewno dostaniesz pieniądze. Tylko wtedy proszę, przeczytaj umowę. Jeśli nie masz doświadczenia w sprzedaży, boisz się odezwać do ludzi, albo po prostu nie odnajdujesz się w robieniu prezentacji przed publicznością – to Twoja praca tam może spowodować, że będziesz płaciła firmie kary. De facto nie wiem jak wygląda praca na zleceniówce, bo po przeczytaniu umowy grzecznie odmówiłam. Natomiast mogę porozmawiać z Tobą o robieniu zakupów dla świata.

Jeśli zdecydowałaś się, aby zostać konsultantem, to musisz wiedzieć kilka rzeczy:

  • Rozlicz się ze skarbówką.

To, że podpisałaś z firmą umowę i możesz od nich kupować produkty, nie jest równoznaczne z tym, że odsprzedając je robisz to legalnie. Jeśli chcesz się w czuć bezpiecznie, musisz mieć założoną działalność gospodarczą. Pamiętaj, że podpisujesz umowę na zakup produktów, po niższej cenie. Jeśli chcesz je sprzedawać, to działa tak jakbyś zakładała firmę – musisz odprowadzić od nich podatek państwowy. Wszystko jest ok, do czasu, aż ktoś nie pozwie Cię, bo przykładowo nie może zareklamować produktu. Niby sprzedajesz znajomym, no przecież nikt z Twoich znajomych Ci tego nie zrobi, prawda? A jednak, cuda też się zdarzają.

W swoim życiu widziałam i uczestniczyłam w wielu spotkaniach firm, prowadzących sprzedaż bezpośrednią. Raz organizowaliśmy salę szkoleniową dla jednej z takich firm. Sam dyrektor przyjechał i ostrzegał, przed sprzedażą ich towarów znajomym. Pracownicy mają zapraszać znajomych, do wejścia w strukturę, a nie sprzedawać produkty. Właśnie z powodu nielegalnej sprzedaży, jeden z pracowników dostał wezwanie do sądu.

Cała historia polegała na tym, że jeden mężczyzna żalił się swojemu koledze, a ten zaproponował mu pomoc. Jak zapewne się domyślasz, pomoc polegała na zakupie jego produktu, który do najtańszych nie należał. Ale nie przesadzajmy, całość zakupów wynosiła ok 300 zł. Klient wrócił szczęśliwy do domu i pochwalił się żonie, która niestety wpadła w szał. Jak mógł wydać pieniądze i z nią tego nie uzgodnić? Poprosił więc kolegę, żeby jednak oddał mu pieniądze, a ten zwróci mu zakupy – i tak też się stało. Niestety żona owego mężczyzny, była dość jędzowata i powiadomiła Urząd Skarbowy. Domyślasz się chyba jak to się skończyło dla pana konsultanta?

To był najczarniejszy scenariusz, ale jednak lepiej jest o tym wiedzieć. Przejdźmy do mniej drastycznych rzeczy.

  • Pamiętaj, że pracujesz z ludźmi.

Jeśli decydujesz się pracować w sektorze sprzedaży, musisz wiedzieć, że pracujesz z ludźmi. Znajomi, których możesz „wkręcić” szybko się kończą. Trzeba polować na obce osoby. Twoja praca, nie będzie specjalnie ciężka fizycznie, ale nie oznacza to, że będzie łatwa. Ludzie często nie będą Cię szanować. Potwierdzą spotkanie, po czym się na nim nie pojawią. Będą niemili lub roszczeniowi. Natomiast muszę przyznać, że naprawdę można się wtedy nauczyć cierpliwości.

  • Dodawaj gratisy.

Kolejna kwestia, to sama sprzedaż jako taka. Katalog jak katalog. Sam w sobie może i będzie atrakcyjny, ale często to zbyt mało, żeby ktoś chciał coś od Ciebie kupić. Nie oszukujmy się, konsultantów jest wielu. Istnieje również wiele firm, które mają podobne produkty. Dlaczego ktoś ma kupić coś od Ciebie, jak może iść do konkurencji i jeszcze mu tusz w gratisie dorzucą? Będziesz musiała zrobić coś, żeby w ogóle ktokolwiek ten katalog otworzył. Mogę polecić dodawanie do środka, jakiegoś dziwnego smaku herbaty w torebce, albo jednorazową kawę. Równocześnie poinformuj tą osobę, że coś dorzuciłaś. Jest wyjątkowym klientem i powinna się zrelaksować, podczas oglądania. Działa jeszcze dokładanie próbek i czasem produktu do zakupu. Ludzie lubią gratisy.

  • Sprawdź z kim będziesz pracować.

Jeśli decydujesz się na pracę konsultanta, sprawdź jeszcze czy grupa, do której dołączasz będzie z Tobą współpracować. Nie ma nic gorszego, niż ciągnięcie tego wszystkiego samemu. Bez możliwości rozmowy z managerem lub dyrektorem, kiedy Twój lider jest mniej ogarnięty niż Ty. Gdy nie potrafi odpowiedzieć, na żadne nurtujące Cię pytanie. Fenomenem jest natomiast gdy Twój lider, żeby się ratować podbiera Ci klientów i dziwi się dlaczego mu się grupa rozpada, i nikt nie chce z nim współpracować.

  • Sprawdź czy masz dostęp do biura.

W grupie tkwi połowa sukcesu. Druga w tym, czy będziesz miała wydzielone miejsce. Może się zdarzyć tak, że będziesz zmuszona robić wszystko w domu. Wtedy odpada zapraszanie obcych osób. Jeśli masz zapewnione miejsce na spotkania w biurze, będzie Ci po prostu o wiele łatwiej.

Omówiłam tylko kilka kwestii, związanych z trudem prowadzenia własnego biznesu będąc konsultantem. Jeśli zdecydujesz się tak pracować, to zanim wejdziesz w strukturę firmy, pewnie nikt nie powie Ci jak jest ciężko. Powiedzą tylko o tym jak będzie wspaniale. O obowiązku założenia działalności gospodarczej, możesz nie dowiedzieć się nigdy. Nie dlatego, że lider nie chce Ci o tym powiedzieć. Najczęściej po prostu tego nie wie, bo mu na szkoleniu nie powiedzieli. Dodatkowo ponad połowa Twoich znajomych pomyśli, że przegrałaś życie. Wiele się to nie różni, od tego co myślą kiedy zaczynasz prowadzić bloga. Tak że wiesz…

Uszate szczęście

pasztet

Często czytam wpisy o tym, jak dzieci zmieniły czyjeś życie. Nie tylko one są stworzone, do zmian, sterty wyrzeczeń i uszczuplania portfela. Więc dzisiejszy wpis poświęcę Pasztetowi i opowiem jak Pasztet zmienił moje życie.

Pasztet pojawił się u mnie niespodziewanie. Od zawsze chciałam mieć jakieś większe zwierzątko, do którego można się przytulić, a moi rodzice godzili się tylko na chomiki. Myślałam więc o tym, żeby sprawić sobie królika, taką malutką, puchatą, kochaną i bezproblemową przytulankę. Nawet nie wiecie jak bardzo się myliłam, ale spokojnie, do tego wrócimy za chwilę.

Ponad rok temu, pewnego grudniowego dnia kuzynka zapytała mnie czy chcę królika. Jej znajomym urodziło się dziecko i muszą się go pozbyć. Początkowo szukałam mu domu, aż w końcu stwierdziłam, że biorę go. Bałam się jednak, że nie będę mogła go zatrzymać, więc pochwaliłam się koledze moją zdobyczą, a on stwierdził, że jest fantastyczny. Tym sposobem królik tylko w połowie jest mój. Z naszych początkowych założeń wychodziło, że ja mam królika od poniedziałku/wtorku do piątku, a on na weekendy. Ostatecznie Pasztet większość czasu spędza ze mną, a od czasu do czasu widzi się ze swoim ludzkim tatą.

Jeśli myśleliście kiedyś, że to łatwe do utrzymania zwierzę i nie będziecie musieli poświęcać mu dużej uwagi– to myliliście się. Pasztet jest dużą miniaturką taką mnie więcej wielkości małego psa. Nie lubi siedzieć w klatce, dużo je, ma humorki, bawić się chce zazwyczaj kiedy gdzieś wychodzę, śpię albo zwyczajnie akurat nie mam czasu. Próba przekonania go do zabawy, kiedy Pasztetowi się nie chce, kończy się tupnięciem albo warczeniem. Myśli, że jest kotem i próbuje wspinać się po meblach. Zazwyczaj po prostu przeskakuje z mniejszego mebla na większy i trzeba go ściągać. Lubi jeść kable, siadać na laptopie, wskakiwać mi na kolana kiedy ma dobry humor, spać w moim łóżku, atakować kiedy widzi, że masz banana i nie wie czy ten banan jest dla niego i wiele innych rzeczy, o których obecnie nie pamiętam.

Opieka nad króliczkiem, to również ciągłe wizyty u weterynarza, układanie mu specjalnego jadłospisu, etatowe mizianie, kilka godzin wyrwanych z życia, żeby królik mógł sobie pobiegać, a wtedy po prostu trzeba na niego patrzeć, żeby sobie krzywdy nie zrobił.

Kiedy dostałam królika, to jeszcze nie pracowałam i miałam ograniczoną ilość pieniędzy. Praktycznie wszystkie swoje oszczędności wydawałam na wyżywienie uszaka. Przestałam kupować nowe książki, chodzić na imprezy, kupować nowe herbaty. Dosłownie wszystko co miałam szło na królika. Opłacało się. Zawsze chciałam zobaczyć, jak ktoś naprawdę się cieszy, że wreszcie mnie zobaczył. Szkoda, że nie możecie zobaczyć wzroku Paszteta kiedy po nocy poza domem wreszcie pojawiam się w jego zasięgu. Gdyby mógł mówić, to zapewne powiedziałby „gdzie byłaś jędzo, przytul mnie!”

Od siebie dodam jeszcze, że z braku wiedzy królik to często nieprzemyślany i nieudany zakup. Dlatego jeśli kiedykolwiek wpadniecie na pomysł, żeby dać dziecku żywe zwierze w prezencie, to przemyślcie to tysiąc razy. Bo w obecnych czasach wiele królików a także innych zwierzaków pozostaje bez domu, lub są trzymane w złych warunkach. Zachęcam również do adopcji, a nie kupowania małych króliczków w sklepach zoologicznych, które najczęściej zbyt szybko zostały oddzielone od matki. Nie wiecie skąd adoptować? Poniżej znajduje się lista kilku fundacji zajmujących się uszakami:

Warszawa, Kraków, ToruńSolec KujawskiLublin

A Wy, jakie macie doświadczenia związane z adopcją oraz hodowlą?

Telefon

pz-th3jzic8-daria-nepriakhinaMiałam dzisiaj napisać mądry socjologiczny tekst. Nawet w większości został już stworzony. Ale kończąc go, stwierdziłam, że jest bez sensu. Kiedy ta sytuacja miała miejsce, wiedziałam co chcę przekazać. Teraz, nie czuję wielkiego napływu emocji, żeby móc się bulwersować z jakiegokolwiek powodu, a już na pewno nie z powodu zjawiska, które opisywałam. Więc to co powstało wkładam do szuflady i poczekam na jego lepsze czasy.

To o czym chciałabym napisać, to moje dzisiejsze rozważania, na temat dobrego samopoczucia z samym sobą. Czasem mam takie dni, że naiwnie myślę „włączę jakiegoś coacha, może da mi jakąś wskazówkę. Przecież to jest już dziedzina nauki wykładana na uniwersytetach, no to powinno działać.” Więc włączam i widzę, tych wszystkich natchnionych ludzi na niezwykle mądrych filmikach, którzy patrzą mi głęboko w oczy i próbują opchnąć swoją najnowszą książkę. Będącą o tym samym co poprzednia, ale napisaną innymi słowami. Ciągle powtarzają, że najważniejszą rzeczą jest by „czuć się dobrze z samym sobą”. Mogłabym w tym momencie zapytać ekran monitora „no dobrze, ale co to właściwie znaczy?” a oni odpowiedzieli by mi „znajdź coś co lubisz”.

Mhm, czyli że niby nie mam hobby? No nie, to nie jest tak. Mogłabym teraz siąść i obejrzeć anime, poczytać książkę, pograć w coś – naprawdę to lubię. Gdyby nie było tak zimno to pewnie poszłabym na spacer, albo poszukała najbliższego w miarę taniego eventu. Cóż, średnio lubię marznąć, więc zimą najczęściej tego nie robię. Jednak bywają takie momenty, kiedy jedyne czego bym chciała, to z kimś porozmawiać.

No i tu, pojawia się problem, bo potrzebny jest mi drugi człowiek, a jeśli mam się czuć dobrze „sama ze sobą” to tego człowieka nie może tu być. Zawsze w tych momentach myślę „serio? To oni nigdy nie czują się samotni?” – wychodzi na to, że nie.

Jakkolwiek to ta ich porada niczego nie zmienia. Mogę iść skakać ze spadochronu, mogę iść na wieczorek literacki, albo robić cokolwiek innego, co człowiek jest w stanie wymyślić. Ale po co? Żeby odsunąć w czasie myślenie o tym, że właściwie to czuję się samotna?

Dziś, zaraz po przebudzeniu, zostałam zapytana o najskrytsze marzenie. Miałam zły sen, w którym zdałam sobie sprawę, że tęsknię. Tęsknię za kontaktem z kimś, tęsknię za uczuciem bycia kochaną, potrzebną, docenioną. Zwyczajnie tak po ludzku za tym tęsknię. Więc odpowiedziałam, że moim najskrytszym marzeniem jest dostać telefon. Taki zwyczajny, najprostszy, krótki wieczorny telefon. Nie wiem, czy telefony są miłością – raczej nie. Ale w jakiś sposób zazdroszczę osobom, które je dostają. Bo są oznaką zainteresowania.

Nie chcę dostawać połączeń od byle kogo, nie chciałoby mi się rozmawiać o tym jak spędziłam dzień z operatorem mojej sieci, ze świadomością że moja rozmowa jest nagrywana. Cóż, jeśli wrzucam ten tekst w otchłań internetu to nagrywanie rozmowy nie powinno mnie już martwić. Może po prostu szkoda mi tego biednego pracownika call center, od którego i tak nic nie kupię. Chciałabym dostać telefon, od ważnej dla mnie osoby. Wiem tylko jedno, że nie chcę już czuć, że tęsknię. Więc dlaczego nie dzwonisz?

Dzień, w którym wzajemnie odkryliśmy siebie

hjwkmkehbco-alvaro-serrano

Cześć mój nowy czytelniku. Bardzo mi miło, że mogę Cię u siebie ugościć i wzajemnie będziemy mogli się poznawać, przez cały okres w którym zdecydujesz się ze mną zostać. Mam nadzieję, że dasz mi też możliwość poznania Ciebie.

Chciałam zacząć pisać bloga w jakiś szczególny dzień, początkowo miał być to nowy rok, ale wydarzenia z życia pokrzyżowały mi plany. Dlatego zaczynam dzisiaj – w dniu szczególnym dla mnie, w dniu kiedy po raz pierwszy złapałam głęboki oddech i zaczęłam płakać, bo tak bardzo nie chciałam być na tym świecie (uprzedzając wasze pytania – nie, nie jestem kobiecą wersją Schopenhauera i nie cierpię na „głęboką” depresję. Dzieci tak robią, bo w brzuszku było im ciepło i czuły się bezpiecznie, a tu nagle znajdują się na świecie, gdzie jest zimno i nie wiedzą co je będzie czekało).

Piszę głównie dla siebie, czasem potrzebuję miejsca, by przelać swoje myśli na papier. Jednakże istnieje mała grupa osób, która lubi czytać to o czym myślę – więc piszę też dla nich. Nie wiem, czy wpisy będą pojawiać się regularnie. Naturalnie postaram się, żeby tak było, ale lepsze teksty tworzę kiedy coś czuję. Jakiekolwiek emocje, nie ważne czy pozytywne czy negatywne. Potraktuję to miejsce jak pamiętnik, do którego dostęp będzie miał cały świat – a przynajmniej ten polskojęzyczny.

Często bywa też tak, że jak za coś się biorę to szybko kończę, bo mam słomiany zapał i w całym swoim chaotycznym byciu nie potrafię zmusić się do jakiejkolwiek aktywności, zabierającej większą część życia – no może, wyjątkiem była szkoła, studia i praca, ale bardziej ze względu, że trzeba było się tam pojawić. Jednakże chcę z tym walczyć i mam nadzieję, że blog mi w tym pomoże.

W tym momencie drogi czytelniku, pewnie zastanawiasz się co mogę Ci zaoferować, w zamian za wejścia na moją stronę. Nawet jeśli jeszcze o tym nie pomyślałeś, to właśnie zwróciłam Twoją uwagę na ten jeden dość istotny szczegół, którym są korzyści. Już spieszę z pomocą, aby Ci wszystko wyjaśnić. Czytając mojego bloga poznasz nowe, może całkiem inne od Twojego spojrzenie na świat, który nas otacza. Zapewne czasem sprawię, że znajdziesz nowy temat do przemyśleń lub poinformuję Cię o jakiejś promocji, którą odkryłam albo przestrzegę przed złym wyborem. Zatem, żeby specjalnie nie przedłużać wpisu powitalnego – do zobaczenia, w kolejnych tekstach.